logo
psychologia

Cieszymy się z czyjegoś nieszczęścia. Czy piękni są szczęśliwsi?

 
Cieszymy się z czyjegoś nieszczęścia. Czy piękni są szczęśliwsi?

Serwis nie ma dotacji z Unii czy państwowych firm, są tylko 2 nieinwazyjne reklamy Googla, bardzo prosimy o wyłączenie adblocka

Pamiętam, jak cieszyłem się, kiedy wybuchła Gwiazda Śmierci w „Gwiezdnych Wojnach”. Przez myśl mi nie przeszło, że w tej gigantycznej stacji kosmicznej może pracować wielu ludzi niekoniecznie powiązanych z działaniami zbrodniczego Imperium. Jak to się dzieje, że czasami cieszymy się z nieszczęścia innych.

Radość z nieszczęścia innych jest dla naszego mózgu czynnością, jakby to powiedzieć ... naturalną. W pierwotnych grupach, kiedy wódz doznał uszczerbku na zdrowiu np.: w walce z mamutem zwiększały się szanse jego konkurentów. Radość dodatkowo wzrasta kiedy dotyczy osoby, której po prostu nie lubimy, np: z powodu nieuczciwego awansu, albo najnormalniej w świecie baaardzo zazdrościmy. Im bardziej zazdrościmy, tym większa satysfakcja z kłopotów danej osoby. Mało pocieszający jest fakt, że zwierzęta np.: małpy, psy potrafią być zazdrosne. Jednak małpia czy psia zazdrość nie jest tak długotrwała i nie sposób porównywać ją do ludzkiej.
Radość jest zazwyczaj większa, kiedy nieszczęście dotknie osoby, którą traktujemy jako złą, albo działającą na nas w sposób negatywny. Wtedy zazwyczaj myślimy "dobrze mu tak". Z jednej strony nasz komputer pokładowy sprawia wrażenie zadowolonego, z drugiej strony mamy poczucie wstydu, mamy wyrzuty sumienia i to sobie w różny prosty sposób tłumaczymy, w stylu „Jacek to wampir energetyczny”.

A co się dzieje w grupie? Zakładamy, że znajdujemy się w grupie, która podziela nasze odczucia np.: w gronie kibiców jakieś drużyny. Przykładowo, cieszymy się, że konkurencyjna drużyna przegrała, albo jeden z ich liderów jest chory. Wtedy praktycznie zawsze przyjmujemy tego typu informacje pozytywnie i ze szczerą radością w sercu. Jednak, gdybyśmy znali tego piłkarza osobiście i wiedzielibyśmy, że jest to człowiek wartościowy takich myśli raczej byśmy nie dopuszczali. W grupie po prostu nie ma wiele miejsca na wyrzuty sumienia czy wątpliwości. Nasza radość jest dodatkowo podsycona stereotypami, które w grupie zaczynają dominować nad zdrowym rozsądkiem. Przykładowo, jeśli coś się stanie w Rosji, przeciętny Polak od razu sugeruje, że przyczyną mógłby być alkoholizm. Takie stereotypy są wszędzie, Holendrzy coś mają do Niemców, Brytyjczycy do Francuzów, Amerykanie do Meksykanów etc. Za takie zachowanie odpowiada hormon miłości - oksytocyna. Zdziwieni?, ja tak. Otóż ta ciekawa substancja odpowiada również za poczucie przynależności do grupy, wtedy każda klęska obcej grupy jest odnotowywana pozytywnie. Grupa jednak też może mieć wątpliwości, czy aby nasza radość nie jest "chora", ale od czego są stereotypy, które usprawiedliwiają naszą radość.
Decyzje podejmowane w grupie należy jednak usprawiedliwić. Ludzie, jak zwierzęta stadne naśladują zachowanie pozostałych członków grupy. W momencie kiedy człowiek nie wie jak się zachować robi dokładnie to co pozostali. Dla mózgu obserwacja wykonywania czynności nie różni się niczym od wykonywania czynności osobiście. Dzięki temu zapamiętuje i powiela zachowanie innej osoby. Odpowiadają za to tzw. neurony lustrzane. Bardzo zaraźliwe są emocje. W miejscu pracy czy w szkole, nastrój grupy wpływa na każdego, bo jesteśmy tylko mały trybikiem w jednym większym mechanizmie, który wpływa na każdą naszą decyzję. Jeśli ileś tam osób powie, że czarne jest białe, to nawet osoba przekonana na początku, że to bzdura jest w stanie powiedzieć, tak właśnie jest. W grupie dochodzi również do rozproszenia odpowiedzialności, reagujemy inaczej, kiedy wiemy, że daną sytuację obserwuje wiele osób, a inaczej, kiedy my sami. Jeśli ktoś wzywa pomocy każdy myśli sobie, dużo osób tego słucha, na pewno ktoś już zareagował. Tymczasem niekoniecznie tak musi być. W grupie nawet jeden sprawny prowokator jest w stanie „zaradzić” pozostałych członków grupy do jakiś czynów, czasami dość ekstremalnych i nie pasujących do spokojnego na co dzień człowieka. Widzicie to zapewne często na marszach, które kończą się rozróbą. Zapewne równie często spotykacie się z sytuacją, gdzie jakaś grupa mocno nie lubi się z inną grup np.: fanów. Czy można jakoś w prosty sposób ich pogodzić? Otóż tak, wystarczy stworzyć z tych dwóch grup jedną, nawet tymczasową i dać im konkretny wspólny cel do osiągnięcia. Łatwo powiedzieć :)
Również miejsce i odpowiednio wykreowana sytuacja może zmienić nasze postrzeganie. Czy myślicie, że docenicie wirtuozerię wybitnego gitarzysty jeśli będzie grał na gitarze na przystanku autobusowym, śmiem wątpić. Co innego, kiedy wystąpi w sali w odpowiedniej oprawie i klimacie wielkiego widowiska. Wtedy nawet najgorszy gitarzysta, dzięki presji wiwatującego tłumu wyda nam się rewelacyjny.
Na koniec ciekawostka. Zapewne niektórzy z was uważają, że osoby u szczyty kariery są zawsze w pełni szczęśliwi. Otóż nie do końca jest to prawdą, okazało się, że osoby, które deklarują, że są wyjątkowo szczęśliwi z reguły zarabiają mniej od osób, które nigdy nie są w pełni zadowoleni z tego co posiadają. Zazwyczaj tłumaczy się to faktem, że ludzie szczęśliwi rozleniwiają się w swoim dążeniach, natomiast osoby nie w pełni zadowolone cały czas wyznaczają sobie nowe, ambitniejsze cele. Emocje są więc niezbędne, złość pomaga nam walczyć, ambicja więcej pracować, a strach szybciej uciekać przed wrogiem. Myli się również ten, kto sądzi, że jeśli ktoś osiąga wysoki status materialny jest bardziej szczęśliwy. Jak pokazują badania, podwyżka czy awans specjalnie nie zwiększają poczucia szczęścia, czasami się ono wręcz oddala, w końcu szef dostał większą podwyżkę i ma lepszy samochód. Jak to ujęła amerykańska powieściopisarka Pearla Buck „są ludzie, którzy nie zauważają małego szczęścia, ponieważ daremnie czekają na duże.”. Aż chce się dodać, że to zawsze będzie tylko bieg za króliczkiem. Naukowcy nazywają to zjawisko hedonistyczną adaptacją, po prostu przyzwyczajamy się do tego co oferuje życie, wydaje nam się, że zbliżamy się do szczęścia, a ono jak na złość cały czas nam umyka.
Nawet stopień zadowolenia z jazdy pojazdem za sto tysięcy dolarów jest bardzo podobny do satysfakcji osiąganej w samochodzie za pięć tysięcy dolarów. Mało tego osoba, która posiada tak drogi wóz ma więcej powodów do zmartwień, a to może ktoś go ukraść, albo nie ma czasu się nim nacieszyć i większość czasu stoi w garażu. Równie często zadają sobie pytanie, dlaczego kolejny kupowany przedmiot już tak nie cieszy, jak pierwszy kupiony grat jeszcze w czasach liceum. Materialiści poza tym cierpią nie tylko psychicznie, ale również fizycznie, częściej dopadają ich bóle głowy. W końcu zadają sobie ciągle to samo pytanie, po co mi kolejny przedmiot, czy aby na pewno go potrzebuję? Czy można jakoś temu zaradzić? Spróbujcie czerpać satysfakcję z pozoru niewielkich przyjemności, wyjście z kumplami na kręgle, kolacja z koleżankami, wyjście na fajny film, czy kubeczek ulubionych lodów. Jak to napisał Paulo Coelho w „Alchemik” - „Szczęście można znaleźć nawet w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku. Bo ziarenko piasku jest chwilą Stworzenia, a Wszechświat poświęca całe miliony lat, by mogło istnieć.”. Nic dodać, nic ująć.

Czy piękni są szczęśliwsi?
Przykład Marylin Monroe pokazuje, że nie jest to regułą, ale na pewno mają w życiu lepiej. Więcej zarabiają, szybciej awansują, często są mocniej kochani, ale i bardziej znienawidzeni, ach ta zazdrość. Uroda ma jednak to do siebie, że nie trwa wiecznie, a brzydota, jakby to ująć jest stała :) Z tym może się wiązać pewien stres. No, ale to zapewne temat to jakieś sto tomów książek o tym, jak skutecznie walczyć ze stresem, albo jak walczyć nie walcząc :)

Ireneusz Piotrzkowicz

Fragment książki "Dlaczego zebra ma paski?"